?

Log in

...'cause I'm such a jojczing person.

Tytuł wziął się z moich najnowszych zajęć z konwersacji. "Jojczing" od "jojczenia". Jojczenie, tudzież marudzenie, to cel mojego życia. A więc przejdźmy do jojczenia, bo czas już najwyższy.

Obejrzałam ostatnio 1 odcinek drugiego sezonu "Hakuouki". Nie, screenów nie będzie, bo to brzydkie było, a mnie jest zimno i jestem chora, a w związku z tym nie chce mi się uploadować screenów.
W skrócie:
Read more...Collapse )
Niespodzianka. Blog Easia jeszcze dycha. Ha. Czasem. Muzyczne meme jest nie dla mnie. Za to książkowe, gwizdnięte od Meru, powinno mi wyjść. A więc - do dzieła.

Albo i nie. Na początku może o moim najnowszym odkryciu. Niektórzy może wiedzą, że mam skilla do wpadania na mangowe gnioty. Myślałam, że dotyczy to tylko zboczonych szojców. Ta, chciałabym. Wczoraj znalazłam taką jedną mangę yaoi... I to jaką. Tak totalnie epicką, że chowa się przy niej nawet coś, co pokazywała mi Crof – gdzie bohater zakochuje się w facecie łażącym cały czas (mam na myśli:  CAŁY CZAS) w kostiumie jakiejś maskotki. Różowej chyba. Nie pamiętam tytułu, ale to dobrze.
Otóż ta moja manga ("Chinko no Tsubuyaki" a.k.a. "Chintsubu", czyli coś w stylu "Penisowe Mamrotanie" chyba. Czy też może bardziej literacko - "Wspomnienia/zwierzenia penisów"? No idea...)  posiada coś, co do tej pory widziałam tylko w polskim tłumaczeniu „Ai no Kusabi”: penisy z oczkami (w tym jeden w okularach). Ale zacznijmy od początku.Read more...Collapse )
Szota szota najto fiwaaaa~!!
~(^___^~)
(~^___^)~


...Suman. Gomen. Sorry. To Crof wina jest. Bez niej nie zobaczyłabym tego filmiku ani tej piosenki. Gero rządzi~

Ale, o dziwo, tytuł tak jakby faktycznie pasuje do treści notki... W pewnym sensie. W UraBoku dziwne rzeczy dzieją się nocą, a w Hakuouki jest przebrana szota i w ogóle najto fiwaa~ A jak pomyślę o tych 84 screenach, które muszę załadować i wklepać do notki, to dochodzę do wniosku, że serio potrzebuję wsparcia w jakiejś fazie.

UraBoku 7 + Hakuouki 8 = MikiShin x 2. KYAAAAAAAA~!!

Dobra. Be serious, guys. A więc... UraBoku 7. Tytuł mówi wszystko. WSZYSTKO.
W każdym bądź razie ten Tłajlajt Manszon to mieszkanko Cwajcosiów pod magiczną kopułą, do którego jedzie się długim tunelem, na końcu którego jest światło. Miałam nadzieję, że po drugiej stronie będzie na nas czekał sparklający Edward (stąd to światło), ale niestety - był tylko taki łot zameczek. Wystrój w środku ma niezły, ale tak mi się wydaje, że identyczne tapety, a nawet podłogi, mieli na policji.
Po chwili zjawia się, hm... osobniczka płci żeńskiej, której funkcji, jaką pełni w Manszonie, nie potrafię określić. W każdym bądź razie wygląda jak Touko, tyle że ma inną inną perukę - nieśmiertelne hime cut. Potem wbiega Touko, przytula Yukiego, Luka jest wściekły i zazdrosny, pojawia się Tsukumo (i sparkla) i też przytula Yukiego, a Luka robi się wścieklejszy. Ale to nie koniec, bo nagle zjawia się jakiś cudak (KOSZMARNY design), który też chce przytulić Yukiego, ale Luka trzeci raz nie da się nabrać i odsuwa ukochanego. Cudak jest zdziwiony, czemu daje wyraz w słowach, przedstawia się i w ogóle, jest menadżerem... Zaraz. Ten głos. MikiShin?! Och, jest, doczekałam się go w końcu, ale czemu musi on być postacią z akurat TAKIM designem? ;_______; Ale jak odsuniemy design na bok, to MikiShin okazuje się nadal być starym, dobrym MikiShinem, lubującym się w yaojowych rolach...
Read more...Collapse )

Faceci są DZIWNI (UraBoku 6, Hakuouki 6-7)

Dzisiejsza notkę sponsorują literki P jak podwójna faza i penisy, i B jak badania lekarskie, bardzo długie inkantacje i bajeczne fetysze. Oraz N jak nie, ja wcale nie jestem zboczona.

Przepis na szybką fazę: weź dowolny odcinek UraBoku, włącz i puść na przyspieszeniu. Zwłaszcza opening jest fascynujący. Za to z endingu robi się niezły skoczny przebój. I niemalże widzi się śpiewających go Chipa i Dale'a.

Zanim jednak na ten pomysł przypadkiem wpadłam, obejrzałam odcinek, szósty z kolei. W sumie nic nowego, ale fazowo było i stężenie yaoizmu utrzymuje poziom. Zanim jednak do yaoi dojdziemy, dostajemy obowiązkowe 5 min Yukiego Zbawiciela Dzieci. Zaprowadził chłopczyna tę lolitkę z poprzedniego odcinka do pielęgniarki. Dziesięć razy się wracał spytać, czy wszystko w porządku, aż w końcu zirytowana pielęgniarka wbiła mu termometr w ucho i wykopała za drzwi. Echhh, chciałabym. Ale se ne da. Zamiast tego Luka znowu miał Przeczucie, i, rzuciwszy wpierw Yukiemu polecenie "Nie ruszaj się stąd!",  poleciał za ewentualnym napastnikiem na dach budynku. Po drodze minął Hotsumę, a ja doznałam szoku. Rany. Myślący bohater. Bo Hotsuma zobaczywszy biegnącego na górę Lukę po dosłownie paru sekundach zastanowienia zlazł na dół, bo doszedł do wniosku, sam z siebie, że ta ciota Yuki został sam i pewnie znowu wpakuje się w kłopoty. Well, nie było to zbyt odkrywcze stwierdzenie, ale jednak sam na nie wpadł (brawo, brawo). Podczas gdy Luka bawi się w najlepsze, aż po domniemanym napastniku zostaje tylko czip, lolitka dostaje oczu mętnych bardziej niż zwykle i gdzieś biegnie, Yuki za nią, no i oczywiście wybiegają na zewnątrz. Tam czeka na nich facet w czapce z daszkiem i zaczyna grozić dziewczynce nożem, a Yuki... Aż nie uwierzyłam własnym oczom... Read more...Collapse )
Wiecie, wczoraj wieczorem skończyłam czytać pewną książkę, a przeczytawszy ją doszłam do wniosku, że nie, saga Twilighto nie jest taka zła. Są gorsze, drukowane aktualnie, niesione na fali popularności wampiryzmu, wąpierzo-tematyczno twory. Serio. W porównaniu do nich tomiszcza o Edziu, Belli i Jacobie są całkiem niezłym kawałkiem rzemiosła (bo pomimo wszystko nie napiszę przecież, że literatury, talentu, czy natchnienia).

Otóż: kiedyś będąc w księgarni pod wpływem impulsu kupiłam tom pierwszy Domu Nocy - "Naznaczoną" (te impulsy w księgarniach są moim przekleństwem, jak widzę jakąś most probably szmirę, trudno mi się pohamować). Ogólnie to książka jest czymś w rodzaju "Harry'ego Pottera" pomieszanego ze "Zmierzchem", a w puste miejsca dopchnięto jeszcze "Mgły Avalonu" i w ogóle kult Bogini. <Eaś zgrzyta zębami> Bardzo nieudolnie dopchnięto ten kult Bogini, aż mi żal.
Książka zaczyna się źle. To znaczy - czytelnik od pierwszej strony zostaje wrzucony w sam środek gówna, bez ostrzeżenia. Główna bohaterka, Zoey, idzie szkolnym korytarzem razem ze swą przyjaciółeczką, i nagle: "Och nie, to Tracker, stoi przy mojej szafce, czy to znaczy...?!".
Who, the fuck, is Tracker?!
Tracker to... Read more...Collapse )

...well, Not Funny, actually.

Jak w tytule. Wen przerzucił mi się chyba na szopa. A poza tym coś nie dogaduję sie od kilku dni z moim żołądkiem, działa to ujemnie za mojego Wena pisarskiego i prześmiewczego. Ale to też trochę wina anime, bo zeszłotygodniowe Hakuouki było niezłe, a najnowsze UraBoku dość nudne, choć szonenajowato fazowe.

W sumie miałam nie pisać na razie o 5 odcinku "Hakuouki" i poczekać na 6, ale cóż, chyba jednak trzeba uczcić to, że grafika ZMARTWYCHWSTAŁA. Serio. Przez pierwsze pół odcinka bałam się że to zmyłka i zaraz się wszystko zepsuje, ale nie, trzymała poziom. Dlatego tym razem będzie na poważnie. No, głównie.

Scena pierwsza - ładne bizony. Myślę - zmyłka. Dalej - Heisuke. Też ładny (a to zaiste osiągnięcie, bo co jak co, ale on design ma zaiste idiotyczny, w wersji europejskiej wygląda już lepiej). Kondou, o dziwo, też jest niezłym kawałkiem bizoniny, takiej starszej, dla smakoszy. Myślę: to podejrzane, długo już to nie potrwa, zaraz dostaniemy Toshiego i jego kumpla Zeza. I jest Toshi oraz jego kochany kupel Foch. Nie ma Zeza. Toshi jest bizoniasty. Zaraz, moment, co ja oglądam? Może nie ten odcinek, co trzeba? Hm, nie, 5. Ojej. Alleluja! Nawet moeblob ma w miarę kształtną twarzyczkę. I Hajime ma proste rysy twarzy i malowniczo oraz emowato opadającą grzywkę na oko. No tak, ale to wszystko zbliżenia, one przeważnie trzymały poziom (more or less). Ale, kurczę, postaci na ujęciach z odległości też mają ludzkie kształty i rysy ( and ). No łaaa.
Read more...Collapse )
Dzisiejszą notkę sponsorują literki: K jak kosmici na majówce oraz krew, która jest kluczowa, P jak pornol i penis oraz pełnym zapału bycie, Z jak zez i zaprawdę źle jest ze mną.

Jestem trochę do tyłu z opisami, bo miałam Lenia. Dużego. Ale obiecałam Crof. Więc aby ją utwierdzić, że Hakuouki nieszczególnie warto oglądać, stworzę krótki szkic przejechania walcem po odcinku 4.

Shinsengumi awansowali. I wyruszają. Zostawiając rannych w domciu. Wzruszająca scenka. Mina Sannana niech was nie zwodzi, ten facet naprawdę ma DOŚĆ.
Dobra. A co do akcji w tym odcinku: shinsengumi biegają to tu, to tam, ogólnie są przeganiani z jednego miejsca na drugie, a słońce praży niemiłosiernie. Nie wiem, o co chodzi. W międzyczasie Pan Z Brodą oraz Świr Z Pistoletem (znani nam już z openingu i endingu) się przedstawiają, ale co mnie to obchodzi. Jedno jest pewnie: Pan Z Brodą jest zajebisty.
Podczas jednego z licznych shinsengumiowatych biwaków twórcy nieumyślnie powiększyli moją Traumę (która zaczęła się w momencie, kiedy zobaczyłam, w jaki sposób w grze kończy się scenariusz Harady), bo Harada wyskoczył do moebloba z tekstem, że gdy skończy ona wartę, może do niego przyjść pospać. NIE! Nie zgadzam się!!! A jak już przy moeblobie jesteśmy - doprawdy rozbrajające są te jej zdeterminowane minki (screena nie będzie, nie będę sobie psuć oczu), gdy Toshi wygłasza jakieś zagrzewające do walki przemówienia. Dobra, pieprzony moeblobie, akurat wiele im pomożesz, co, zapiszczysz wrogów na śmierć? A nieeeee, bo niespodzianka. Na mostku Toshi, Chizuru i paru random shinsengumi spotykają Chikage, Chikage niezwykle malowniczo zabija jednego z nich, Toshi się wkurza, zaczynają walczyć, moeblob zostaje przypadkiem ranny, ale jej ranka goi się od razu. Nikt tego nie widzi, oprócz Chikage, który rzuca jej znaczące spojrzenie, a spojrzenie moebloba dobitnie świadczy o tym, że i ona wie, co się święci. Ja też wiem, ale nie powiem. Koniec odcinka.
Poza tym postaci w dalszym ciągu są konsekwentnie gwałcone przez Grafikę. Toshi ponownie ma zeza, a o tym, co się dzieje z biednym Chikage, to aż strach pisać. Może pokażę:
ja serio nie wiem, co się dzieje z jego twarzą...
dwa słowa: twarz Susumu
zgwałcony Chikage - ujęcie panoramiczne (wiem, że nie panoramiczne, ale ładnie brzmi)
zgwałcony Chikage - zbliżenie (E.T. goł hoooooooołm...!)
Toshi i jego kumpel Zez (Robin Hood: Blinkin! Zabrali zamek! Blinkin: Faktycznie, zrobił się przeciąg.)
Read more...Collapse )
Zmiana layoutu. Chwilowa. Ale róż jest taki zajebisty, a wiosna też jest taka zajebista, wiosna, pora miłości (to nie mój punkt widzenia, tylko Nanami, mnie wczoraj szlag trafił, kiedy przez wiosenna burzę wcięło mi sygnał, nie obejrzałam końcówki odcinka jednego serialu, a kiedy się naprawiło i zaczęłam oglądać inny serial, znowu sygnał znikł podczas końcówki). No i róż jest taaaaki dziewczęcy, a ostatnio znowu doszłam do wniosku, że co jak co, ale dziewczęca to ja mało jestem, no i lubię mieć w avkach facetów, kobiety mi nie pasują, no ale. I wojgle. Etc. A ja bym chciała, żeby mi ktoś dał niezapominajki w doniczce.
A avek to oczywiście Granat od Amy. Uwielbiam je obydwie :D

A tak w ogóle to ostatnio nadrobiłam zaległości i obejrzałam "Księżyc w nowiu", kiedy nocowałam u koleżanki z grupy. Nadal uważam, że Bella zachowała się tam jak wyjątkowa suka, wykorzystując Jacoba, na dodatek ślepa suka, bo, na litość, nawet ostrzyżony i kwadratowy Taylor Lautner jest lepszy od Pattisona. Scenę ze zdejmowaniem koszulki obejrzałam dwa razy, przyznaję się, ale perukę miał sfilcowaną, no i był kwadratowy. Szkoda, że facet nie zdaje sobie sprawy, że najlepiej wyglądał w głupiutkim filmie "Sky High", gdzie stylizację miał absolutnie boską. Ale, pomijając to wszystko - udało mi się złapać fazę, która to faza doprowadziła wyjątkowo cierpliwą i tolerancyjną Sylwię, która przez cały seans heroicznie znosiła moje uwagi, do epickiego facepalma.
[Edward idzie popełnić samobójstwo, świecąc gołą klatą]
Eaś: To domalowane mięśnie, wiesz? To nie jego.
[chwila ciszy]
Eaś: Ciekawe, czy te włosy wokół sutków też mu domalowali?
Sylwia: <facepalm>

Ogólnie fazowo było, a mogłoby być też miło, ale niestety obecność Edwarda i Belli wszystko psuła.

A wczoraj obejrzałam trzeci odcinek Upadłych Aniołów W Rurach Odpływowych, UraBoku znaczy się. Crof idealnie go podsumowała, (bong chika bong), a ja też się rozpisywać szczególnie nie będę, bo nie ma o czym, tym razem w sumie takie tylko moje bardzo wewnętrzne spostrzeżenia.
Read more...Collapse )

Demoniczne Wisienki - 03

To ja może od razu z grubej rury.

This is an announcement for a user(s) from zerochan, who is(are) always adding tags 'Kazuki Yone' and 'Idea Factory' to 'Hakuouki' fanarts.
Listen, you moron. Stop adding tags 'Kazuki Yone' and 'Idea Factory' to every fuckin' 'Hakuouki' fanart 'cause it's fuckin' annoying. It really pisses me off, when I want to see handsome bishies from Idea Factory and instead of them I see ugly (more or less) fanarts and I must spend some time to delete all of them. FANARTS have their own authors and their name is not 'Kazuki Yone'. Clear? I think so.
That's all. Sincerely~


Przy odrobinie szczęścia (szansa 1 na 100 000 000 000) ów wkurzający osobnik to przeczyta.

A teraz wracamy do punktu wyjścia: obejrzałam 3 odcinek "Hakuouki". I wniosek jest jeden: GRAFIKA ZDECHŁA. R.I.P.
Read more...Collapse )
...Tytuł brzmi jak romantyczne sado-maso, nie? Za notkę nie odpowiadam, jako że fałdy w moim mózgu zfałdowały się dzisiaj bardziej, a potem ułożyły w napis "lieux de mémoires", bo męczyłam tekst Pierre'a Norra do tej nieszczęsnej pracy seminaryjnej. Oczywiście miałam czytać od rana, ha ha, ta, jasne - po ciężkiej nocy zwlekłam się z wyrka o 10, chrzaniąc wykład (i dobrze, bo go nie było) i do 11 oglądałam na jakimś koreańskim kanale film o autystycznym młodym mężczyźnie (były angielskie napisy). Bardzo ciekawe to było. Dowiedziałam się m.in., że regularność, np. metra, pociągów, podtrzymuje jego aktywny kontakt ze światem. Kurczę, w Polsce to by nie przeszło.

Jak już jesteśmy przy kanałach, które są nie-po-polsku, to ostatnio przypadkiem obejrzałam jeden odcinek anime "Romeo x Juliet", z tym, że bohaterowie mówili tym językiem, którym powinni, to jest włoskim. I jak zazwyczaj nie przepadam w anime za językiem innym niż japoński, tak tym razem to brzmiało dobrze (chyba dlatego, że w pewnym sensie to było takie realistyczne). Zwłaszcza gdy Romeo krzyczał: "Petruczio! Petruczio!!!". Ciekawe, jakie wrażenia miałabym z takiego Kuroszka po angielsku. Ciel mówiący z angielskim akcentem (czyli kluskami w gębie): "Sebaszczən, dats en ooodə!", a Sebastian na to: "Jes, maj looood". Kwik.

Ale ja nie o tym miałam. No, nie głównie. Otóż obejrzałam 2 odcinek UraBoku.
Read more...Collapse )

Tags: